97397-DGzSZ8hTakie oka­zje jak wszel­kiego rodzaju rocz­nice czę­sto skła­niają do reflek­sji. Nie jestem typem wielce sen­ty­men­tal­nym, więc w zasa­dzie spi­sa­nie tego wszyst­kiego nie przy­szło mi z pew­no­ścią auto­ma­tycz­nie i tro­chę musia­łem się zmu­sić, by spoj­rzeć na cały poprzedni rok mojej dzia­łal­no­ści. Tak! To już rok kiedy wiszę sobie w sieci!

Gdy zakła­da­łem bloga naprawdę nie przy­pusz­cza­łem, że będę w tym miej­scu, w któ­rym jestem teraz. Wielu pew­nie powie, że nadal jestem nigdzie. Cóż, w pla­nach byłem w takim razie bar­dziej nigdzie niż teraz. Bloga zało­ży­łem jako mój dzien­nik piwo­war­ski kie­ro­wany wła­ści­wie w wąską grupę moich zna­jo­mych, któ­rzy mieli dość mojego cią­głego traj­ko­ta­nia o piwie. Pierw­sza wer­sja strony, jesz­cze wtedy na blog­spo­cie była wyjąt­kowo asce­tyczna, zarówno wizu­al­nie jak i mery­to­rycz­nie – co widać cho­ciażby po moim pierw­szym wpi­sie. Dodat­kowo w momen­cie gdy ją zakła­da­łem wie­dzia­łem naprawdę mało w porów­na­niu do tego, ile wiem teraz… i tak, wiem, w przy­szłym roku będę mógł powie­dzieć to samo o roku bie­żą­cym ;).

Wła­ści­wie ni z gru­chy ni z pie­tru­chy zaczęli poja­wiać się ludzie, któ­rych nie znam. To było dość budu­jące doświad­cze­nie. Coś jak budo­wa­nie swo­jej bazy i dzie­ciaki, które pierw­szy raz widzisz na oczy pod­cho­dzą i pytają, czy mogą poba­wić się w twoim zamku. To wymu­siło na mnie lekką pro­fe­sjo­na­li­za­cję i zmianę podej­ścia do całego tematu – np. rezy­gna­cję z pisa­nia tuto­riali doty­czą­cych gra­fiki (przy­naj­mniej tym­cza­sowo). Zaczą­łem od ksią­żek i prze­grze­by­wa­nia kilku forów. Warzy­łem piwo chęt­niej i chęt­niej się nim dzie­li­łem. Dołą­czy­łem do Pol­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Piwo­wa­rów Domo­wych i wła­ści­wie cha­ry­ta­tyw­nie poje­cha­łem do Cho­rzowa czę­sto­wać ludzi piwami z „Bro­uwe­rij de Ale­chan­ted”. Sama strona też prze­żyła trans­for­ma­cje. Nie tylko prze­sze­dłem na Word­press, ale także kom­plet­nie prze­bu­do­wa­łem wygląd strony. W ramach tej całej pro­fe­sjo­na­li­za­cji wylą­do­wa­łem także na pro­fe­sjo­nal­nym kur­sie sen­so­rycz­nym. It’s Some­thing!

Doświad­cze­nia doświad­cze­niami, ale naj­lep­sze, co mnie w tym wszyst­kim spo­tkało, to ludzie. Pozna­łem całą masę innych piw­nych blo­ge­rów. Mia­łem oka­zję wielu z nich poznać oso­bi­ście w Żywcu, a także spo­tkać się ze Sma­ko­szem Grze­go­rzem w Bia­łej Mał­pie. Do tego poja­wiła się oddana grupa czy­tel­ni­ków, dzięki któ­rym alechanted.pl jest tym, czym widzimy je dzi­siaj.

Dzięki.